obolały brzuch endometrioza

Anko pisanie

Temat: Bolesne miesiączki - ratunku!!!
Ja tez mam koszmarne bole, okazalo sie po wileu latach (12!!!!)ze mam
prawdopodobnie endometrioze, biore hormony i jakos udaje mi sie wstac z lozka,
probowalam ostatnio te oklady cieple na brzuch i niestety nie dla mnie-dostalam
bardzo duzego krwawienia co przy tabletkach hormonalnych nie zdarzalo mi sie.
Przestalam robic oklady to na nastepny dzien bylo oki.
Pije melise lub lipe zeby jakos sie uspokic i pospac i dodatkowo cataflam,
dziewczyny na innym forum radzily masaz ledzwi przed okresem i musze przyznac
ze chociaz na okres nie pomoglo za bardzo to prawie nie odczuwalam boli
przedmiesiaczkowych-zasluga mojego narzeczonegoa raczej jego rak
pozdrawiam wszystkie obolale
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,216,21109724,21109724,Bolesne_miesiaczki_ratunku_.html



Temat: WZDETY brzuch...
WZDETY brzuch...
Mam jeszcze jedno pytanie.
Endometrioze wykryto u mnie kilka miesiecy temu.Przeczytalam
wszystkie istniejace jej objawy.Mam teraz 30 lat.Od czasu gdy mialam
14-15 lat zawsze narzekalam na bole brzuch, ale mowie bardziej o
takich pochodzenia jelitowego.Kazdy kto mnie zna, wie, ze ja i bol
brzucha TO JEDNOSC.Nie wiem czy to moze miec cokolwiek wspolnego z
endo ale moze ktoras z Was przezyla cos podobnego ? Wyglada to tak,
ze od kiedy mi sie to zaczelo zawsze postrzegalam siebie nie jako
calosc ale jako MNIE i moj BOLACY,WYSADZONY BRZUCH.Boli mnie on
praktycznie codziennie ale jest to taki gol na ktory tabletki nie
pomagaja.Mam wrazenie, ze moj brzuch od samego rana, nawet przed
sniadaniem jest nadety i obolaly.Mam non stop jego swiadomosc.Zawsze
bardzo mi to przeszkadzalo w wykonywaniu cwiczen fizycznych.Bylam z
tym wiele razy u lekarza.Lekarze dopatruja sie w tym podloza
nerwowego.Bardzo mozliwe, ze maja racje ale teraz gdy wiem, ze mam
endo pomyslalam czy to mozliwe, ze to mialam od zawsze od
endometriozy ???
Bardzo prosze o wasze opinie...

Dzieki :)>
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,33396,100212674,100212674,WZDETY_brzuch_.html


Temat: czy możliwe abym miala endometriozę?
czy możliwe abym miala endometriozę?
dziewczyny powiedzcie ...czy jeśli miesiączkuję regularnie co 28 dni owulacja
wystepuje w 14 dc. dwa razy byłam w ciąży którą poroniłam teraz wyszło ze to
immunologia którą można szybko podleczyć heviranem oraz stosowac clexan i
acesan.To moje pyanie brzmi czy możliwe abym miała endometriozę(od pewnego
czasu cały czas czuje ze mam napięty lekko obolały brzuch to trwa ok 1 m-ca
czy możliwe aby to był jakiś objaw?) Proszę doradźcie.Z góry dziękuje bardzo.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,191,31700324,31700324,czy_mozliwe_abym_miala_endometrioze_.html


Temat: czy możliwe abym miala endometriozę?
ki23 napisała:

> dziewczyny powiedzcie ...czy jeśli miesiączkuję regularnie co 28 dni owulacja
> wystepuje w 14 dc. dwa razy byłam w ciąży którą poroniłam teraz wyszło ze to
> immunologia którą można szybko podleczyć heviranem oraz stosowac clexan i
> acesan.To moje pyanie brzmi czy możliwe abym miała endometriozę(od pewnego
> czasu cały czas czuje ze mam napięty lekko obolały brzuch to trwa ok 1 m-ca
> czy możliwe aby to był jakiś objaw?) Proszę doradźcie.Z góry dziękuje bardzo.

Tu masz forum o endo. Znajdziesz tam co nie co


forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=33396

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,191,31700324,31700324,czy_mozliwe_abym_miala_endometrioze_.html


Temat: leczenie endometriozy po laparoskopi
Cześć bidulku,
piszę bidulku, bo ja przeszłam to co ty jakieś 3 lata temu. Moja pierwsza rada:
skonsultuj sie z innym lekarzem!
Ja po laparo dostałam najpierw tebletki: Danazol, ale zupełnie na mnie nie
działał, tzn. dostałam miesiączkę i nie miałam objawów menopauzy, które powinny
być. Więc załatwiałam sobie inne specyfiki, typu: Zoladex- to są zastrzyki w
brzuszek . Podziałał na mnie i nigdy więcej takich przeżyć nie chcę musić
przechodzić (te zastrzyki bolą, bolą, bolą). Po pierwsze uderzenia gorąca do
tego stopnia, że nagle czuję jak robię się czerwona, kręci mi się w głowie, i
leci ze mnie pot ciurkiem. Nie jesteś w stanie przewidzieć kiedy i jak często
to cię napada, ale to jest koszmar. Po drugie huśtawki nastrojów - lepiej nie
będę opisywać, obolałe i wielkie piersi, no i ostatnie: przytyłam straszliwie,
te kilogramy straciłam tak do końca dopiero do 1,5 roku. Gdyby nie myśl, że
celem tych moich męczarni ma być upragniony dzidziuś, nie decydowałabym się na
ten koszmar. Dzisiaj nadal nie mam dzidiusia, ale usłyszałam teraz opinię (w
przeciwieństwie do tej sprzed 3 lat), że endometrioza nie przeszkadza w
zajściu. W międzyczasie trafiłam też do specjalisty od endometriozy, który
stwierdził, że leki które brałam są przeżytkiem ......
Dlatego radzę Ci skonsultować twoją decyzję z innym lekarzem. Poszukam kontaktu
do tego specjalisty od endometriozy.
Nie przejmuj się tym co nawypisywałam, to wszystko da się przeżyć, ale
najwazniejsez to podjąć właściwe leczenie, tak żebys za 2 lata nie usłyszała,
że męczyłas się niepotrzebnie. A w wakacje daj sobie na luz i wróć do tematu we
wrześniu!
Pozdrawiam
aha, brałas kiedyś leki antykoncepcyjne?
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,191,7008266,7008266,leczenie_endometriozy_po_laparoskopi.html


Temat: HEJ SZCZECINIANKI - nowe ( spotkanko )
Dzięki bardzo za wszystkie dobre słowa!
Siedziałam dzis z moim M w szpitalu od 8.30 do 13.30!!! Myslałam, że jade tam
na 2-3 godziny max!
Nie miałam skierowania do szpitala. W laboratorium babki nic nie wiedziały, że
jakaś inseminacja jest planowana. Lekarz pozwolił nam na przywiezienie nasienia
z domu, laborantka mówi, że to źle, bo nie może ustalic czasu upłynnienia. DrB.
mial 4 operacje pod rząd i nie mógł do mnie wyjść. Ordynator powiedzial mi, że
skończyła im sie umowa z NFZ i nowa umowa nie obejmuje inseminacji czyli zabieg
płatny 300zł. Jeden cyrk w tym szpitalu!!!
Ale ja nie jestem z tych co się łatwo poddają. Nie po to biegałam na
monitoring, kupowałam drogie leki, stresowałam sie, żeby teraz odpuscić.
W końcu udało mi sie dodzwonić do dr B. na komórkę w przerwie między trwającymi
operacjami.
Zadzwonił do laboratorium, wszystko wyjaśnił, kazał wypisać skierowanie dla
mnie przez innego lekarza. Przyszedł w przerwie miedzy trzecia a czwartą
operacją, zrobił inseminację i poszedł spowrotem. Potem jeszcze po pół godziny
wrócił, usg wykazało, że pęcherzyk jeszcze nie pękł. Jutro jadę do szpitala
jeszce raz rano na usg.
W końcu wszytko był ok. Trudno miec do niego pretensje, że był na operacjach. W
końcu jest tam w pracy a ja jestem jego prywatną pacjentką, której zrobił
darmowy zabieg pomimo, że umowy z NFZ-tem juz nie ma.
To jest dla nas niestety zła wiadomość. Jesli trzeba będzie podchodzić do
inseminacji ponownie to w Policach nie maja juz refundacji. Przynajmniej do
końca roku. Koszt 300zł bo tyle płacił szpitalowi fundusz za te zabiegi do tej
pory.
Aga załatw sobie skierowanie do szpitala na inseminację jaknajszybciej. Ja już
dziś myslałam, że będę musiała płacić.

A sam zabieg... Do przyjemnych nie należy. Spodziewałam sie czegos podobnego do
pobrania wymazu, czego się wogóle nie czuje. A jednak wziernik duży i mocno
rozkręcony, wstrzyknięcie też czułam.
Wogóle od samego rana byłam obolała. W samochodzie w drodze do Polic zaczał
mnie kłuć lewy jajnik, ten w którym był dominujący pęcherzyk. Ucieszyłam się,
że to owulacja akurat w czas. Potem jak to wszystko się w szpitalu przeciagało
w czasie to byłam zła. Owulacja od ósmej godziny juz trwa a ja siedze na
korytarzu i czekam, czekam... Potem, juz po inseminacji okazało się, że jaednak
nie pękł jeszcze.
Do tej pory cały czas mnie pobolewa.
Chodze po domu, bije się po brzuchu i krzyczę pękaj, pękaj mały!!
Jutro rano kolejne usg. A potem dwa tygodnie czekania.
Nie mam wielkich nadziei. Endometrium za cienkie. Trzeba chyba będzie
potraktowac ten cykl jako szkoleniowo-treningowy. I za miesiąc od nowa.
Co ma być to będzie.
Dzisiaj z moim M bedziemy poprawiać po panu doktorze ))
Pozdrawiam!
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,191,15124215,15124215,HEJ_SZCZECINIANKI_nowe_spotkanko_.html


Temat: in vitro w Poznaniu
Udało się za pierwszym razem! Od piątku 1. marca, w 12. dniu po transferze test
wykazał ciążę. IVF metodą mikromanipulacji przeprowadzaliśmy w Intermedice w
Poznaniu. Mam niedrożny jeden jajowód, mąż - fatalne parametry nasienia (wynik
analizy: oligoasthenozoospermia). O dziecko zaczęliśmy się starać intensywnie
dwa lata temu. Najpierw normalnie, potem ze wsparciem leków, później przy
pomocy inseminacji. Na koniec androlog z Polnej (Klinika Akademii Medycznej),
od roku poprawiający (prywatnie) jakość nasienia u męża zaczął nas w końcu
przygotowywać do IVF. W odpowiednim momencie mieliśmy zostać włączeni do
programu w klinice. W październiku 2001 przyjęłam kilkanaście zastrzyków
humegonu: rezultat stymulacji prawie żaden. Co więcej, okazało się, że lekarz
zapomniał o zrobieniu u mnie bakteriologii, a bez tych wyników nie chcieli na
Polnej kontynuować leczenia. Straciliśmy 3-4 tys. zł, czas (mam 40 lat, mąż -
41 i liczył się każdy miesiąc), miałam pośladki obolałe od serii zastrzyków
domięśniowych. W dodatku sama atmosfera na Polnej była mało zachęcająca. Miłą i
pomocną osobą była pani Solska, położna (!). Do dra D byłam umówiona na 10.00,
przyszłam już o 9.00, lecz przyjęto mnie dopiero o 14.00! Spędziłam u niego w
gabinecie około 6 minut (badanie usg i konsultacja). Zapisał mi kolejne
zastrzyki humegonu, choć było oczywiste, że nie reaguję na ten lek. Nie
zarzucam mu niekompetencji, lecz był chyba do tego stopnia zmęczony i zajęty,
iż po prostu nie był w stanie zająć się moim przypadkiem. Po konsultacji u
profesora również mieszane uczucia. Poprosiłam, by przesunąć termin następnej
wizyty o pół godziny: usłyszałam w odpowiedzi, że nie ja będę mu dyktować
terminy! Od razu też zapowiedział, że czasem spotkamy się na Polnej, a czasem u
niego w prywatnym gabinecie. Zrozumiałam więc, że za to ostatnie musiałabym
dodatkowo zapłacić. Okazało się także, że po otrzymanym we wrześniu
decapeptylu, którego dawka okazała się dla mnie za silna, miałam zrujnowane
endometrium - nie miałam okresu prawie 70 dni! Daliśmy sobie spokój z Polną.

W Intermedice potraktowano mnie zupełnie inaczej. Pierwsza konsultacja jest
bezpłatna, można naprawdę o wszystko spytać i oni wreszcie mają czas! Miła
jest cała obsługa: dr Żak, pielęgniarki, laborantki. W poczekalni częstują
gości niezłą kawą. Po Polnej - robiło to jak najlepsze wrażenie. Okazało się,
że najpierw muszą mi odbudować endometrium i sprowokować okres. Dostałam
specjalne tabletki (cyclo-progynova). Przeszłam w ten sposób dwa cykle, bo po
pierwszym jeszcze nie wszystko było ok. Po drugim cyklu wyniki badań hormonów
były już w porządku, toteż w lutym przystąpiono do stymulacji. Tym razem nikt
nie nafaszerował mnie decapeptylem, tylko po kilka razy w ciągu dnia psikałam
sobie do nosa synarel w aerozolu. To nie było kłopotliwe nawet w pracy,
wyglądało jak gdybym walczyła z katarem. Potem dostałam serię zastrzyków
gonalu. Zastrzyki były tym razem podskórne. Pielęgniarka pokazała nam, jak to
się robi, dostaliśmy też igły, strzykawki i kasetę video z instrukcją.
Zastrzyki (w fałd skóry na brzuchu, łatwe i bezbolesne) robił mi mąż. Co kilka
dni miałam kontrolę na usg. Tuż przed jajeczkowaniem dostałam dużą dawkę
pregnylu, żeby zakończyć cały cykl. Samo pobranie komórek też wspominam dobrze.
Dostałam środek znieczulający (chyba diphergan, nie wiem). Czułam, że coś ze
mną robią (przy tym zabiegu igła kilkakrotnie przebija pochwę), ale nie czułam
żadnego bólu. Po zabiegu leżałam jeszcze około godziny, bo po środku byłam
trochę oszołomiona. Potem obowiązkowa kawa i do domu. Pobrano mi 5 komórek, bo
po nieudanej stymulacji na Polnej, tylko tyle wyprodukowałam. Po dwóch dniach
przyjechaliśmy na transfer (niedziela, ale nikomu nie było szkoda czasu!).
Przedtem przez telefon dowiedziałam się, że z tych pięciu komórek 3 zapłodniły
się i podzieliły bardzo ładnie, 1 trochę gorzej, 1 w ogóle. Ze względu na wiek
przetransferowano mi 4 komórki. Zwykle w takim przypadku wkłada się 3, ale nie
było sensu zamrażać tej czwartej, bo miałaby przy rozmrożeniu i tak minimalne
szanse. Od dnia transferu przyjmowałam dopochwowo utrogestan. Dano mi też bez
problemu kilkudniowe zwolnienie -chciałam się po prostu wyciszyć i odpocząć, bo
pozytywne nastawienie jest przy tej całej sprawie ważniejsze niż się sądzi. W
drugim tygodniu chodziłam już jednak do pracy, choć muszę przyznać, że
kosztowało mnie to sporo nerwów. 28. dnia cyklu przeraziłam się, bo pojawiło
się leciutkie plamienie, więc myślałam, że już przepadło. Minęło jednak gdzieś
po godzinie i nie pojawiło się więcej. Na drugi dzień zrobiono mi
w „Intermedice” test (pobranie krwi), który wykazał ciążę. Byłam tak
oszołomiona, że ciężko mi było uwierzyć, toteż następnego dnia już sama w domu
zrobiłam sobie test na mocz „Quick vue”, który potwierdził wyniki poprzedniego.
Oczywiście teraz ciągle się jeszcze obawiam, czy uda mi się utrzymać tę ciążę.
Za dwa tygodnie zrobią mi usg, które wyjaśni, ile zarodków się we mnie przyjęło
(może bliźniaki?), ale nawet ten strach nie narusza poczucia szczęścia, które
we mnie zagościło, odkąd zobaczyłam wynik testu.

Odczucia w ciągu dwóch stresujących tygodni po transferze: nie miałam wyraźnych
znaków ani na okres, ani na ciążę, więc mój nastrój przypominał huśtawkę, raz
nadzieja, raz przygnębienie. Teraz koszty: zabieg 5600 zł (w tym np.
wielokrotne usg; na Polnej zabieg kosztował jesienią 3 500), do tego koszty
leków, u mnie około 3 000. Biorąc pod uwagę mój wiek i parametry nasienia męża
mieliśmy z pewnością dużo szczęścia. Nie wątpię jednak, że bardzo dużo
zawdzięczamy też po prostu bardzo sprawnej pracy laboratorium Intermediki.
Pani, która się tym zajmuje, powiedziała nam jeszcze przed transferem (nie
dodałam, że wówczas mogliśmy obejrzeć nasze podzielone zarodki na monitorze),
że zarodki dobrze rokują, gdyż tak zwykle wyglądają przy udanych
transferach. I nie pomyliła się. Całym sercem polecam Intermedikę.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,191,436878,436878,in_vitro_w_Poznaniu.html


Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Anko pisanie